piątek, 21 sierpnia 2009

i'm scared

can you find me space inside your bleeding heart?
nope.
please?
okey.

Nie wiem, co mam robić. Do usłyszenia, tak?
ugh.. Jak to się dzieje, że staję się kimś, kogo gotowa bym była znienawidzić. maybeihurtyousometimes
Tak ogólnie mówiąc, to jakiś pieprzony śmieć zajebał mi aparat. Od dzisiaj nienawidzę złodziei. Co za, kurwa, tępak. Zamiast pójść do szkoły, zacząć się uczyć, to, kurwa, chodzi po namiotach i bierze to, co nigdy nie powinno należeć do niego. Zafajdany leń. Łatwo tak po prostu coś wziąć i nie ponieść konsekwencji. Chciałabym go złapać za rękę i wypierdolić razdrugiitrzeci w ryj, rozbić łeb o chodnik, połamać każdą kość, a na koniec splunąć na zakrwawione ciało, bo to takie filmowskie. Teraz nie pozostaje nic innego jak znaleźć robotę i spłacić aparat. Nie, nie muszę, po prostu czuję taką potrzebę. Ale jak powszechnie wiadomo skończy się na chceniu. Nadaję się tylko do siedzenia na tej wielkiej dupie i do nierobienianic. Nawet kartonów nie potrafiłabym dobrze rozłożyć. Koniec gadania obożealejestembiedna. Do niedawna słowo 'bóg' było jedynym, jakie pisałam z dużej litery. whatsgodnameicantremember

piątek, 14 sierpnia 2009

just kidding

monty.


And if I only could, make a deal with god, if i only could, be running up that hill.


Dawno nie oglądałam tak smutnego filmu. Smutnego i dobrego. Myślę, że moja perfectfamily właśnie powiększyła się o jednego członka. Co z tego, że montgomery brogan był dealer'em. To mały pikuś przy zabójcach, oszustach i ćpunach.
Nie mam nic więcej do powiedzenia. Nadal zastanawiam się, dlaczego w ogóle otwieram gębę.

n forget

fuckyouandthiswholecity


Fuck this whole city and everyone in it, from the row houses of Astoria to the penthouseson Park Avenue, from the projects in the Bronx to the lofts in Soho, from the tenements in Alphabet City to the brownstones in Park Slope to the split-levels in Staten Island. Let an earthquake crumble it, let the fires rage, let it burn to fucking ash and then let the waters rise and submerge this whole rat-infested place.

fuck you

czwartek, 13 sierpnia 2009

whataboutyou?

Tak się tylko zastanawiam, czy nie pakuję się w kolejne wielkie, obślizgłe gówno. A jeśli nawet, to nie zaszkodzi trochę się w nim potopić, co nie? Bajdewej, osiągam szczyty subtelności.
Poza tym znalazłam sobie nowe hobby. Uwagauwaga! Otóż, uwagauwaga, rozwiązuję, ale uwaga, całymi dniami, uwaga, rozwiązuję krzyżówki. Gniję na krześle, wypisuję długopisy i prawie ryczę, bo nie potrafię znaleźć synonimu słowa grat albo, co gorsza, nazwy tyłu statku. Czasem pomaga mi wujek google. Tłumaczę sobie, że w końcu, to, co podpowie mi wujek utknie w tej pustej bani i za kilka dni rozwiążę każdą krzyżówkę raz, dwa, trzy w minutę. Sama. Bo, tak po cichu, chciałabym być mądra. I chyba powinnam kończyć ten cały cyrk. Koniec zabawy w dziecko
jachcętotuiteraz, bo ogólnie to nawet nie jest śmieszne.
A skoro mowa o dzieciach, odważę się ponarzekać na moje kochane koleżanki, którym spodobała się zabawa w szpiegów. Mogę jedynie sobie wyobrazić, jak w ich głowach zrodziła się myśl śledzenia mnie i p., podczas gdy my nawiązywaliśmy duchową więź ze słupem, czy śmialiśmy się z babuni z żelaskami na nogach. Może nawet widziały, jak przełamywałam strach przechodząc przez most zaraz nad wzburzonymi wodami słupii. Nie powiem, zabawa w tajniaków - pomysł kretyński. Tak, jak ze słabego serca słynę też ze słabych nerwów. Dałam im upust na miłym, niemiłym spotkaniu. Podobno powiedziałam o trzy, osiem słów za dużo. Ale to nic, to nic. Należało się. I teraz zastanawiam się, kto jest głupszy. Na ten czas, czas teraźniejszy, present simpul oczywiście one. Za chwilę będę to ja. O, już. Rozglądalam się, specjalnie nie odebrałam telefonu, żeby nie kłamać, no, ale kurwa, rozglądałam się. To ja jestem tą, której nie da się zrobić w konia. Przede mną nie można się ukryć, bo wykształciłam w sobie 6. zmysł. Mam silną intuicję i wyczuję wszystko. Fajnie jest żyć w sobie, można być wszystkim.
Umrę jako matoł, który nic nie osiągnął. Do swoich owoców będę mogła zaliczyć umiejętność palenia nosem.

poniedziałek, 10 sierpnia 2009

fuck me? fuck you.

Weszłam, narobiłam rabanu i standardowo zamknęłam się w pokoju. Od mojego powrotu nie minęły 3 minuty i już wywołałam wojnę. Szukam cytatów z piosenek, żeby, ustawiając je na opis gg, powiedzieć wszystkim jak bardzo mam ich teraz gdzieś, jak bardzo nienawidzę. Znów ogarnął mnie stan nienawidzęwszystkichiwszystkiego. Nie znalazłam niczego odpowiedniego, więc zeszłam na niewidoczny, tak na wszelki wypadek, gdyby ktoś chciał mi się narazić. O mamo, chciałam tylko zjeść obiad.
Ludzie są obrzydliwi. Poruszają się gorzej od bydła, ocierają swoje tłuste ciala o każdą napotkaną osobę, gapią się jak byś był z innej planety. Co z tego, że zabijam ich wzrokiem, niech wiedzą, że są niekochani. Zasrane, brudne, skażone krowy. Sapią w autobusach, śmierdzą i przekonani o swej zajebistości patrzą na resztę z góry. Żaden zafajdany Władca nie pozwolił im czuć się lepszymi, więc jakim pieprzonym prawem potrafią zmieszać człowieka z błotem jednym mrugnięciem, no jakim?
Miałam już kończyć, ale natchnęło mnie na kolejne błyskotliwe przemyślenia. Mianowicie, co będę mogła powiedzieć o sobie swoim dzieciom? 'Jako młoda dziewczyna byłam kompletnym beztalenciem. Nie umiałam śpiewać, tańczyć, rysować, gotować, robić ładnych zdjęć, kręcić interesujących filmów, pisać scenariuszy, szukać pracy, prasować. Nigdy nie stworzyłam własnego programu komputerowego, ani maszyny do robienia lodów. Nie pieprzyłam się z instrukcjami obsługi, wolałam sama kombinować, co nie kończyło się dobrze dla produktu. Zazwyczaj lądował w koszu na śmieci. Nie potrafiłam pisać wierszy, ani szybko czytać. Z matematyki, dzięki koleżance, miałam 3. Moje prace z języka polskiego nie zasługiwały na nic więcej jak na 3. Na lekcjach chemii, biologii i fizykii spałam z głową przyciśniętą do ławki. Mimo to udało mi się wyciągnąć oceny na 3. Byłam zafascynowana historią, głównie okresem drugiej wojny światowej, ale lenistwo nie pozwalało mi dostać pozytywnej oceny. Chciałam dużo wiedzieć o świecie, nawet trochę czytałam, to gazet, to wiadomości w internecie. Co z tego, skoro po godznie zapominałam wszystko. Więc z wosu także nie mogłam liczyć na 4. Jedynie pan od geografii ubzdurał sobie, że dużo wiem o klimacie i ukształtowaniu terenu. Przymknął oko na moją nieznajomość mapy, kiedy nie wiedzialam, gdzie leży moskwa. Powiedział, że muszę zrobić wszystko, żeby na koniec roku mieć 5. Nie zrobiłam nic. Tak drogie dzieci, wasza mama to życiowy nieudacznik. A wiecie co najlepiej potrafiłam? W piciu prześcigałam nie jednego kolegę. Paliłam mocne, nie tak jak moje koleżanki. Byłam twarda, bo mieszałam leki przeciwbólowe z alkoholem. Okłamywałam matkę na każdym kroku. Pewnie do teraz przekonana jest, że zawsze podróżowałam pociągiem i całe wakacje przesiadywałam w łupawie. Byłam królową kłamców. Do tego trzy razy dziennie niepotrzebnie odwiedzałam łazienkę. Nie potrafiłam zaufać ludziom do tego stopnia, by powiedzieć im o spotkaniu z chłopakiem. Jemu też nie ufałam, bo przecież mógł robić sobie ze mnie żarty. Fascynowałam się gangsterami z filmów: don vito corleone, tony montana, al capone, william foster, henry hill. Na kartce układałam z nich perfect family. Marzyłam, by ich poznać. Zdarzało mi się zabijać bliskich w myślach. Z czasem przekonałam się, że to nie jest nic złego. Tak, wyobraźnia była moją mocną stroną. Tylko nie potrafiłam jej wykorzystać. Był taki okres, kiedy starałam się jakoś zaistnieć. Kiedy zauważyłam, że na intelekt nie ma co liczyć, zajęłam się wyglądem. Robiłam bardzo dużo, żeby nie wyglądać jak przeciętniak. Bo być przeciętniakiem to najgorsze, co może spotkać człowieka. To też nie szło mi dobrze. Wzorowałam się na tych z internetu i telewizji, ale oni nawet z foliowych workach wyglądali przepięknie. Mielitocoś, czego waszej matce brakowało. Wiedziałam, że nigdy nie osiągnę szczytu, nigdy nie dotknę tej najwyżej położonej gwiazdy. Postanowiłam więc runąć z hukiem tak nisko, że niżej się nie da, ale nawet na dno nie potrafiłam dobrze upaść. Więc proszę was, dzieci, nie bierzcie ze mnie przykładu.' Zapomniałam, że nie będę miała dzieci.

http://www.youtube.com/watch?v=GXtDVov2drk

środa, 5 sierpnia 2009

heroes

Drzewo najwyraźniej przestało rosnąć. Pozwalam sobie na takie stwierdzenie, ponieważ nie czuję uderzających o wnętrze zgniłych owoców. Ich miękkość zazwyczaj była łatwo wyczuwalna - coś dosyć przyjemnego, a zarazem irytującego, bo przecież nie powinny się tam znaleźć. Wiadomo, ciało obce w organizmie nie jest mile widziane. Owoce turlały się od przedniej ściany pustej głowy do tylnej, hacząc o te boczne, by w końcu rozbić się o jedną z nich. Dużo miejsca, miały ogromne pole do manewru. Soki pryskały na wszystkie strony zostawiając gdzieniegdzie kilka kropelek. Kiedy już udało im się dostać do żył droga była prosta.. i krótka. Metr sześćdziesiąt jeden to nie tak dużo. W ciągu kilku sekund soki opanowały całe ciało. Po sfermentowaniu wynosiły się ot tak, bez zapowiedzi. Teraz nie czuję nic. Może poza jednym. Boję się. Ostatnio zdałam sobie sprawę z dosyć częstego wystukiwania tych słów. Bojęsię można znaleźć w każdej notce. Jeśli nie w każdej, to w większości. Boję się, że będę nikim.
A mówią, że należę do tych lepszych - odważnych.

edit.
Znów zaczęło rosnąć. Kto by pomyślał.

i won't let you down.

Pierwszy woodstock i.. szkoda, że dopiero pierwszy. Nie wiem, czy rok temu też byłoby tak niesamowicie. Może by mi się nie spodobało i w tym roku nie poznałabym tylu, że tak powiem, cudownych ludzi. Może poznałabym ich już wtedy. Gdyby, gdyby, nigdy tego nie lubiłam, dlatego też moje gdybanie na tym się skończy. Właściwie to nie poznałam wielu 'fajnych' ludzi, właściwie to chuj z tym. Mogę tylko wspomnieć o panu, który towarzyszył mi w drodze do toi'ów, kiedy było ciemno, a ja 'byłam taka mała, że aż grzech zostawić'. Sam był niewiele większy ;) Może też o pewnym pijanym, młodym punku, który zaskoczył mnie, mówiąc, że głównie czeka na subways'ów. No i wielkie podziękowania temu, który mnie podniósł na koncercie, dzięki czemu mam 2 całkiem ładne zdjęcia billy'ego i charlotte. Myślę, że jeszcze bardziej polubiłam jezusa i naszego, polskiego t-baga ^^ NIEBIESKI?! No tak, tak..
Pogoda nam sprzyjała do ostatniej nocy. Dokładnie do końcówki koncertu guano apes. Przemoczeni do suchej nitki, z kilkoma lechami wylądowaliśmi pod namiotem krisznowców. Akcja 'kto idzie siku szuka papierosa'. Kasiop oprócz papierosa, przyprowadziła psakjo transa, który za fajkę chciał, by mu pomalowano paznokcie. Jak się później okazało na paznokciach się nie skończyło.
Chyba ominęłam koncert subways'ów. Ohh, są genialni. Tak powinno się grać na koncertach, tak mówić, tak śpiewać. A tak jak billy rzuca się na publikę nikt nie potrafi. Mądra głowa, nagrałam filmik :D mary is my best friend, tu tu tu
Jedno, co mnie zadziwiło.. Nie przeszkadzała mi ta międzyludzka, wszechobecna miłość. Nie powiem, nawet mi się to podobało. Nawet okazałam serce i o 3/4 nad ranem pomogłam znaleźć namiot niejakiemu Arturo, który był nieco zagubiony.
Uhh.. coraz lepsze te moje wakacyjne festiwale, szkoda, że ten był ostatnim.




środa, 29 lipca 2009

my body's broken

Muszę podliczyć pieniądze zarobione na jagodach, rozłożyć wydatki, zacisnąć pasa. Kto wie, może uzbieram 220 zł i kupię vipowskie bilety na koncert. Na razie 'szykuję się' na łudstok i cholernie tęsknię. Minęło zaledwie kilka godzin, zostało kilkadziesiąt, a mnie już coś tak strasznie przygniata. To chyba uczucie tęsknoty tak działa, nie pamiętam dokładnie.
Legły w gruzach wszystkie plany. Lepiej jest nie myśleć, lepiej żyć z chwili na chwilę i nie martwić się o przyszłość. Życie takpoprostu jest o wiele łatwiejsze. Niech się dzieje wszystko, ja umywam ręce.
Coś zburzyło nasz dom, zabrało pieniądze z banku, ukradli nam fałszywe dowody osobiste. Już nie czuję smaku czerwonego piasku w ustach, ani nie widzę błękitnego nieba. Nie czuję gorących od słońca skał pod plecami. Nie wyobrażam sobie niekończących się kanionów. Ja, pijąca codziennie tę samą kawę - tego też nie widzę. Jasne, oboje znajdziemy sobie partnerów. Ty będziesz miał pieniądze, ja będę sprzątać i prasować białe koszule, których miało nie być. Wszystko idealnie, tak jak planowano, tylko w oddzielnych domach, z kimś innym u boku. best-made plans. Czekam aż zacznę się z tego śmiać.
Daję z siebie wszystko, więc dlaczego wciąż chcecie więcej i więcej? Ian Curtis podobno też tak miał.by hubert.przyjeb mi, błagam.

niedziela, 19 lipca 2009

pretty way to die

Boję się, że przeze mnie ucierpi dosyć bliska znajomość, boję się, że poróżnię dwóch dobrych kumpli. kurwa
Róża stoi w kubku marlona brando, dumnie opiera się o białą ścianę -__- Coś jeszcze przyniosłam z wczorajszego wieczoru? Chyba nic nowego, to co zawsze. Czuję, że coś uciska mi głowę. I to wcale nie jest kac. I chujwdupe, zaraz rozwalę sobie łeb o ścianę. Z jednej strony cieszę się, bo ktoś o mnie myśli, to dosyć miłe uczucie. Ale z drugiej, z tej silniejszej, widzę, że to cholernie beznadziejna sytuacja. Wiem, że w końcu oleję ich dwóch, ale co będzie po drodze? Tego się obawiam, chociaż to za małe słowo. kurwa
Chciałabym popracować nad swoją pewnością siebie, uwierzyć, że jednak nie jestem dziwna i nie narkotyzuję się piosenkami placebo, tylko najzwyczajniej w świecie ich słucham. Chciałabym móc napisać, że wypruwam sobie flaki, żeby uwierzyć w siebie, że wyciskam z siebie siódme poty, żeby stać się lepszą. Szkoda, że moimi idolami nie są ci ładni, poukladani, ludzie, którzy coś osiągnęli, coco chanel,
agyness deyn, gok wan, madonna, czy artur rojek. Nie, ja wybieram te najgorsze ścierwa, upadające ścierwa i zakopujące się w mule coraz głębiej i głębiej. To są ci, którzy nigdy się nie podniosą, emocjonalne wraki, wraki na zewnątrz. Ci, którzy nawet nie istnieją. kurwa
I pierwszą rzeczą, którą zrobię w tym jakże pięknym dniu, będzie zaparzenie czeskiej zupki, wypicie czeskiego piwa i zapalenie polskiego papierosa. ahoj, właściwie to kilka czynności

piątek, 17 lipca 2009

holocaust.

god bless.

you are the one

Myślałam, że minęły już te czasy, kiedy mówiono, ze mam 15 lat. I jeszcze mówią mi, że ci się podobam. pierdoleeeee
kurwajapierdole nienawidzę c(s)ię

edit.
nie jest mi dobrze. nie jest mi dobrze, bo uświadamiam sobie, że już nie śnię o t., że już za nim nie tęsknię. chociaż ostatnio był jeden sen, ale nie pamiętam. jestem zła, bo to wszystko znikło, uciekło, wyparowało. robię sobie wyrzuty sumienia, bo nawet mi nie zależy dla niego rysować albo nie chce mi się zagadywać na gg, czy jest. nawet nie chce mi się pisać na telefonie, czy żyje, pytać, czy jest. smutne to, ze coraz mniej o nim pamiętam. twarz zamazała mi się kompletnie, o głosie nie wspomnę. pierwszy raz od niepamiętamkiedy chce mi się za nim płakać. chce, nawet czuję coś mokrego pod palcem. już tak dawno nie płakałam. miałam nadzieję, że mnie wyleczono z tej przypadłości. ale przecież pamiętam, cholera. pamiętam?

edit.2
w śnie miał przyjść na spotkanie dawnych 3. klas gimnazjalnych, a ja się bałam i mówiłam, że mnie nie będzie.

edit.3
!!! śniło mi się placebo! na początku byłam dalej od sceny, ale kiedy była przerwa między zespołami placebo zaczęło grać. ludzi nie było, podeszłam pod samą scenę, mogłam zrobić nierozmazane zdjęcia, molko miał włosy do policzka, był młody. zaśpiewał mi do kamery, przybliżył twarz i zaśpiewał. później wziął mnie za rękę i prowadził na scenę jakimiś korytarzami, leciałam za nim. nie mogłam znaleźć steve'a, wiedziałam, że tam był, ale nie mogłam obrócić głowy. zeszli bez pożegnania, zostawili mnie samą na scenie. a później jakiś drech chciał mnie zgwałcić.
sprawdzę aparat, może coś tam będzie.

poniedziałek, 13 lipca 2009

kitty litter

Ojciec uparł się, że 'coś mi jest'. Dzwoni do matki, żeby przyjechała, bo on nie wie co ma robić. Panikuje i mówi tym żałosnym tonem męczennika. Mija godzina od jego powrotu, a ja już mam ochotę wyjść z domu.
A dzień wcześniej pisałam smsa, że chciałabym wybrać się do psychologa. Ale T. jak zawsze mądry i spostrzegawczy zaznaczył, że ch*je sporo biorą za kilka wizyt, bez obrazy. No, ale nic mi nie jest. Rozmawiam, jak wcześniej, czyli nie rozmawiam, krzyczę, jak kiedyś, wyraz twarzy mam taki sam, tylko kolor włosów inny. Pewnie chce odwrócić od siebie uwagę, bo sam jest samotny i ma na pieńku z matką.
Powinnam teraz się ubierać i lecieć załatwiać telefony, ładowarki i inne duperele. Później powinnam posprzątać i pojechać do łupawy. Jak zawsze się nie wyrobię i wyjadę zostawiając śmietnik wszędzie tam, gdzie byłam chociaż przez 5 minut.
Kilka razy dziennie odwiedzam te same strony z nadzieją, że w końcu ktoś odpisał, zostawił komentarz, czy po prostu wszedł. Czekam, czekam, czekam, żeby chociaż na trochę skontaktować się ze światem. cya

czwartek, 9 lipca 2009

ladies and gentlemen..

Jakim cudem pomieściło się u mnie ok. 15 osób? Nie wiem. loser, fuckin' loser


cholernie tęsknię za placebo