niedziela, 27 grudnia 2009

sobota, 26 grudnia 2009

synthetic

ranisz mnie
mówi mi to druga osoba w przeciągu jednego tygodnia.
trzęsą się dłonie, trzęsą się nogi, trzęsie się serce. odwadniam się, oczami wylewam oceany, uszami wychodzi mózg, milimetr po milimetrze - wypluwam wnętrzności. nie mam serca.
nie potrafię wytłumaczyć wielu rzeczy, wielu nie potrafię nazwać. moje zachowania są dla mnie samej niejasne, więc jak mam o tym mówić. nie potrafię tego przedstawić na diagramach, schematach, wykresach, histogramach. brakuje mi powietrza. moja aleksytymia narasta.
naprawdę nie uważam, żeby w moim mózgu było coś nie tak, każdy przecież przez to przechodzi, tylko u innych może delikatniej się to przejawia.


why the fuck are you looking at me

czwartek, 24 grudnia 2009

real hate


ludzie oczekują od świąt cudów. nagle ich wszystkie problemy pójdą precz, mama pokocha, ojciec stanie się ojcem i przyzna się do win. koleżance z dnia na dzień się polepszy, odrośnie jej noga i przestaną wypadać włosy. kobiety nie mogą znieść zapachów wszystkich kuszących potraw, a to już dziesiąty dzień na diecie cud. wiecznie głodne. mało tego muszą stać nad garami i patrzeć jak z każdą minutą rośnie ciasto w piekarniku. a tak naprawdę nie lubią rodzynek. faceci są zawiedzeni, bo mieli nadzieję, że wigilia będzie jedynym dniem, kiedy nie będą musieli robić nic bez żadnych konsekwencji, a okazuje się, że, jak codziennie, są bezużytecznymi robotami z piwem w lewej i pilotem w prawej. oczekują od żon, że 24 grudnia dadzą im spokój. te, o dziwo, w pogoni zakupów i mimo braku rąk, znajdują czas, by wydrzeć ryja na męża. coraz częściej ktoś mi mówi, nienawidzęświąt. budzą się, idą do łazienki, myją zęby - podstawowe czynności. patrzą w kalendarz i nagle wielkie okurwa, wigilia jest dzisiaj. i są źli, że nie czują magii świąt. stali się dorosłymi, czują, że stracili dzieciństwo, nie mogąc dołożyć do wspomnień wspólnego pieczenia pierników, bo nie lubili. chcą ciepła kominka, ale im to dane nie jest, bo wypłaty ledwo starczają do połowy miesiąca. może kiedyś skonstruują prototyp ogniska palącego się w bloku. nienawidzą świąt, bo ubieranie choinki to już nie przyjemność, to raczej przymus. czekają do ostatniego dnia, bo wcześniej im się nie chce. za parę lat nie postawią choinki w ogóle. nie nakryją do stołu. nie uświnią wanny łuskami karpia. za parę lat będą wkładać stopery do uszu, żeby pozwolić kolędnikom śpiewać, inaczej wyjęliby widły. za parę lat zabiją człowieka. tak naprawdę nikt jeszcze nie nazwał tej nienawiści, dlatego zawsze puszczam to mimo uszu.

wtorek, 22 grudnia 2009

slack

głową w blat, głową w blat, głową-w-blat. gło-wą w b l a t. uderzam, ale to nie to. ściana też nie.
muzyka przeszkadza. wyłączam. cisza. jeszcze gorzej.
wyszywam. wbijam igłę pod paznokieć. chusteczkę rzucam na podłogę. nie zdążę.
muszę zająć czymś ręce.
bezowocnie szukam igły, która poleciała śladem chusteczki. wślizguję się pod łóżko, uderzam głową o deskę. leżę, nie chcę wstawać. nie mam siły się podnieść, coś mi ciąży, wgniata, wtapiam się, znikam. ściągam wszystkich na dół. ciągnę łańcuchami w dół.
mówiłam, pamiętaj, żeby o nikogo nie zahaczyć. a jednak.
jednak nie umiem żyć.
dlaczego moje ręce drżą, skoro tak ciężko mi czuć.
serce, przestań boleć.

poniedziałek, 14 grudnia 2009

chocolates and cigarettes

no tak, wracam do starych śmieci, znów maczam w nich nogi, brodzę po kolana, po pas. pójść jutro do szkoły, czy zrobić sobie jeszcze jeden dzień wolnego? najczęstsze pytanie w głowie.
dlaczego nie chodzisz do szkoły? jedno z najtrudniejszych w ostatnim czasie.
jeśli zostanę w domu obejrzę film, zrobię zdjęcia w lepszym świetle, bo o 16, to do dupy. spędzę więcej czasu z kotem i jeśli znajdę chęci, może zacznę sprzątać.
dzisiaj będę mogła zasnąć ze 3 godziny później. nokurwa, same plusy. jeśli opuszczę jeszcze jeden dzień pod rząd moje wytłumaczenie poparte dolegliwościami żołądkowymi stanie się bardziej wiarygodne.

wodę leje, światło pali, żre i jeszcze chce pieniądze. co za utrapienie, jestem ciężarem.

niedziela, 13 grudnia 2009

7

czy ja nie wspominałam wczoraj o zimie? pamiętam. śnieg to dobry temat dla wszystkich. pamiętam - śnieg był czymś ważnym. te same piosenki, te same filmy. historia się powtarza, podobno lubi. z tym, że zawsze znajdą się szczegóły różniące tę od poprzedniej. to stało się bardzo ważnym szczegółem. niezłe-kurwa-wyczucie. cóż za celny strzał.

not

nie potrzebujesz kogoś, kto chce ci tylko płakać w rękaw.
matko, jak pusto.


niech jeszcze raz ktoś mi powie, że wystarczy chcieć, przysięgam - zastrzelę.


my sweet

czwartek, 10 grudnia 2009

not so strong

cóż za zachwyt, dumna pierś, chyba urosła parę centymetrów na kilka chwil. cieszę się, że w końcu dałam powód do dumy.
ale ja to pieprzę.

pieprzę drugie miejsce, które zajmuje się tylko dlatego, że 'lepsze' zostało zdyskwalifikowane. niesłusznie z resztą. ale nie mówię o tym mamie, niech rośnie dalej. co za wstyd.

poniedziałek, 7 grudnia 2009


nawet nie zdają sobie sprawy z tego, jak wielka fala euforii zalewa ciało, kiedy nazywają turystką, głupcy.

piątek, 4 grudnia 2009

been smoking too long

raz. zmysły jakieś takie wyostrzone. każdy dźwięk jest wyraźniejszy, każdy huk za oknem, szum samochodów, kroki w sąsiednim pokoju. każda myśl czystsza, jednocześnie zaćmiona. cały mózg zaćmiony. dwa. zmysły jakieś takie wyostrzone. każdy dźwięk jest wyraźniejszy, każdy huk za oknem, szum samochodów, kroki w sąsiednim pokoju. każda myśl czystsza, jednocześnie zaćmiona. cały mózg zaćmiony. trzy, cztery, pięć. cisza. sześć, siedem. dźwięk, zapach, dotyk - mnożą się. doprawiam i gaszę. biorę łyk piwa, a moje dłonie zaczynają drżeć. wprowadzam się w stan, który unosi mnie ponad.

środa, 2 grudnia 2009

bermuda triangle

exists

chujdupakurwasratatakutaskurwasrakachujkurwachujkurwachujchujchuj

jakie to przytłaczające, kiedy chcesz coś stworzyć, wszystko idzie po twojej myśli, co z tego, kiedy myśli są błędne i pieprzą sprawę. na całej-kurwa-linii. cóż za cholerna ekspresja plastyczna.

fajny jesteś

wtorek, 1 grudnia 2009

okurwa

instruktor mówi ładniejeździsz, chybaciękocham, nietylkomądra a i ładna.
mama mówi, ococichodzi, dlaczegomnietaktraktujesz, jesteś nie od po wie dzia lna.

tata mówi dobredziecko, nie-pyskuj.
siostra się śmieje.

czytam i odpisuję na maila, bo mi wtedy lepiej. i kreuję obrazy. i uśmiecham się mimowolnie. raz, drugi, chlast. nie powinnaś.
jaram się swoimi nowymi butami, które dostanę w poniedziałek. bo, co jak co, ale mama nie lubi rozklejonych bu
tów, jej córka nie może chodzić w rwących się butach. a ja lubię. ojciec też mówi, żeby wywalić. przypominają mi o tym, kim jestem. jestem rozpierdalającymi się butami. krok, krok, krok w tył, krok w dół, dziura się powiększa, przez dziurę w pięcie wlewa się coraz więcej wody, wpada więcej i więcej kamyków.
potem straciłam przyjaciela.