piątek, 30 października 2009

och, jak mi chujowo. płaczę nad swoimi włosami, nogami, nad kłótnią z ojcem. spluwa sama pcha się do ręki. boże, jak ja dzisiaj nienawidzę. płaczę nad pustą skrzynką, nad moimi nieobecnościami. kolejny dzień w plecy. nigdy bym nie pomyślała, że tak trudno jest znaleźć perukę. będę niedorobioną gogo yubari. co za chujostwo. i dlaczego wszyscy mnie oszukujecie, przecież tylko ja mogę.

czwartek, 29 października 2009

shutyourfuckingmouth

jakajabiedna, nie lubię tego, tamtego, o, i tego też.
dziewczynko, dlaczego się nie uśmiechasz?
dziewczynko, dlaczego zabijasz?
dziewczynko, rozchmurz się, świat jest piękny
obiecuję sobie, że to już ostatni raz, następny będzie lepszy. cała układanka, czysta i jasna. nic trudnego, wykonać.
bangbang, ol lajf on de flor. chcę normalnie

poniedziałek, 26 października 2009

letmidałn

Przejrzałam dosyć dużo. Dostanie się do nieba graniczy niemalże z cudem. Zajmę wszystkie kręgi w piekle.
Słyszę jego bełkot za plecami. Mówi, że nie ma sensu tutaj siedzieć, wpadliście w niezł
e gówno. Po kolegę przyjechała straż miejska i czekają na policję. Mówi, żeby nie marnował czasu, bo to może potrwać do wieczora. Wpadliście w niezłe gówno, ale ty masz szczęście. Wszyscy wiemy, ale ty masz szczęście. Robi kolejne kółko. Staram się odwrócić wzrok. Niezłe gówno, koleżko. Bagno po uszy.
Robią duże kroki, kierując stopy ku zewnętrznej stronie. Ich ciała kiwają się na bok
i, raz, co dwa. Są tu królami, tutaj są bezpieczni. To jest jedyne miejsce, gdzie mogą czuć się lepsi od każdego, nawet od siebie samych. Przekonani, że każdy chyli czoła przed ich marną sylwetką. Twarz mają zasłoniętą kłębem dumy, nic nie jest w stanie przedrzeć się przez te opary. Taki ich osobisty raj.
Niezłe gówno.

Charlie i Goldie nie znają się.
Dziś poprosiłam mamę o kostkę mydła.

niedziela, 25 października 2009

aleceiffel


i'll move to paris, shoot some heroin and fuck with the stars

helpmegod

z odpowiednią ilością mydła można wysadzić wszystko
żyję w innym świecie
świat opierdalania się
bez nauki
świat
ślepego wierzenia, że wszystko się uda
nawet, jeśli będę robić
nic
zgiń

wtorek, 20 października 2009

nie potrafię już żyć. energię czerpię z ludzi, na kilometry. wysysam każde słowo, zatrzymuję i kradnę każdą myśl.
na nowo zaczęłam się rozciągać, przechodzę na dietę. żyję tylko internetem i literkami

coraz częściej na klatce schodowej pojawia się ktoś, ktoś twoim krokiem

poniedziałek, 19 października 2009

mini disastro

prosto na ryj, znów wracam do zera, do punktu wyjścia, do tego punktu przed wyjściem
wszystko jest większe ode mnie o miliondziewięćs
ettysięcy kilometrów, przerasta mnie dużo za dużo.
dla jednych życie jest prostsze, dla innych trudniejsze. jedni radzą sobie lepiej, drudzy gorzej, raz latam, raz upadam, raz lubię, raz cięnielubię. wieczna huśtawka
to nieustające góra-dół skłania mnie do przemyśleń: co robię źle, co powinnam zmienić, żeby się udał
o. to nawet całkiem proste. muszę ruszyć to swoje cielsko, otworzyć książki i zacząć się uczyć, a nie, jadzisiajniemogę, dzisiajmisięniechce, dzisiaj-nie-dam-rady. wtedy może mogłabym napisać, że mam powód, by być z siebie dumną. w końcu. tylko płacz jak na razie mi wychodzi.
zaczynam wątpić w te swoje ideały, przekonania, jebany-z-ciebie-buntownik. skoro tak ważnym jest mieć swoje coś do powiedzenia, to dlaczego WŁAŚNIE TO ciągnie mnie dół? ostatnio, przez długi czas moim głównym celem było dotknięcie dna w każdej dziedzinie życia. bo bóg nie zauważa ludzi, on widzi tylko tych na samej gór
ze i tych hen na dole. dotknięcie szczytu jest trudne, za to nikt nie wie, jak bardzo trudno jest upaść tak nisko, że niżej się nie da, jeżeli sam tego nie przeżył. nawet nie potrafię porządnie walnąć o ziemię. i jeżeli jestem już tak bardzo kurewsko szczera, to nie chcę udawać, by ktoś sie do mnie nie zraził. jakoś nie odpowiada mi ciągłe czekanie na odpowiedzi, i te rozczarowania. chcę się zmeinić, żeby móc czuć się swobodnie, nie uważać na słowa, nie chcę się dostosowywać. chcę znormalnieć, wyzdrowieć, nie chcę już próbować wbijać sobie paznokci w dłonie, już ich nie wbijać. obcięcie paznokci uznaję za pierwszy krok w górę. i będzie trudno, jest trudno, będzie gorzej. tak nisko, że prawie szaleństwo. bo ja chyba kocham teraz

niedziela, 18 października 2009

sobota, 17 października 2009

no powiedz w końcu
co
już okey
przestań w końcu chlipać
niech już przestanie
zrozum, że to złe
zrozum, że nie można
nie płaczę, bo
jasneżetochore, ale dlatego, że nie rozumiem
w sobie
dwoje popaprańców nie może być razem
a ja dalej swoje

czwartek, 15 października 2009

other


więc zbieram z biurka nagromadzone przez ostatni tydzień kubki z niedopijkami białej herbaty
tak, wiem, że nie zaczyna się zdania od
więc
szczerze, mam to gdzieś. szczerzeszczerze, spluwam na to śliną zbieraną od 10 minut
bo, dlaczego ja mam mówić po-polsku skoro nawet polonistka nie potrafi mnie obrazić zgodnie z poprawną polszczyzną?
dlaczego nie mogę powiedzieć do geografa, że
pan jest hipokrytą, kiedy on nazywa mnie debilem?
dlaczego nie mogę wymienić zdań z dyrektorką, bo przecież
te drzwi jeszcze się mogą otworzyć?
więc dlaczego muszę wszystkim ustępować , gdy ci równają mnie z ziemią?
nie muszę, dlatego mam przejebane.
społeczeństwo nie lubi buntowników, indywidualistów, szaleńców
ale każdy uważa się za odmieńca, frika, innego
każdy jest przekonany o swojej zajebistości
czubek nosa to ich świat
a pępek to ich kibel
i niech się w końcu-kurwa-umyją


już nawyzywałam, dałam upust, mogę wrócić do mojej biblii


środa, 14 października 2009

se déteriorer

dlaczego tak nienawidzę? - zaraz po przebudzeniu, wskoczyło w moją głowę, jak by tylko czekało aż otworzę oczy
chwyciłam telefon
dawno już nie dostałam wiadomości od niego i niego
dawno
zdałam sobie sprawę, w jak pięknym świecie było mi żyć 5 minut temu
nie wiedziałam, że mój umysł potrafi stworzyć tak cudowne miejsca
znów chciałam zniszczyć świat

wtorek, 13 października 2009

tajler


Chciałem zniszczyć całe piękno, które nigdy nie będzie moje. Spalić amazońską dżunglę. Napompować prosto w niebo wszystkie chlorofluorowęglowodory, żeby pożarły warstwę ozonową. Otworzyć zawory na supertankowcach i odczopować szyby w przybrzeżnych platformach wiertniczych. Chciałem zabić wszystkie ryby, na których jedzenie nie było mnie stać, i zasypać francuskie plaże, których nigdy nie zobaczę.

Chciałem, żeby cały świat stoczył się na dno.
Waląc tego dzieciaka, naprawdę chciałem wpakować kulę między oczy każdej zagrożonej pandzie, która nie chciała się pieprzyć, żeby ratować swój gatunek, i każdemu wielorybowi i delfinowi, który się poddał i rzucił na mieliznę.
Przez tysiące lat istoty ludzkie niszczyły, śmieciły i paskudziły na tę planetę, a teraz historia oczekuje ode mnie, żebym po wszystkich posprzątał. Mam myć i zgniatać moje puszki po zupie. I rozliczać się z każdej kropli zużytego oleju samochodowego.
Muszę płacić rachunki za odpady nuklearne i podziemne zbiorniki benzyny, za wysypiska toksycznych śmieci wyrzuconych na pokolenie przed moim przyjściem na świat.
Chciałem oddychać dymem.
Chciałem spalić Luwr. Rozwaliłybym greckie rzeźby młotem kowalskim i podtarł się Moną Lisą. To jest mój świat, teraz.
To jest mój świat, mój świat, a ci starożytni ludzie nie żyją.

poniedziałek, 12 października 2009

marlasinger

jestem ex-człowiekiem, szlamem społeczeństwa. energia rozdziera mnie od środka, rozwala narządy. wątroba, nerki, żołądek, śledziona, jelita grube, chude, mam raka serca. plus ładuję się trzema kubkami kawy, czasem z rana, jeśli zdążę. najczęściej nie zdążam nawet na drugą lekcję. paniklasowa zaraz będzie dzwonić do moich mamyitaty. powiedzieli mi, że trzeba było uczyć się od co najmniej drugiej klasy liceum, żeby zdać na co najmniej 50%. a za autoprezentację dostałam największy aplauz, jestem zajebista, kochają mnie.

sobota, 10 października 2009

sosad

boję się siebie. idę w nocy i wbijam jej nóż w serce, przeciągam parę razy i wracam do łóżka. popycham na szafę, jej głowa wbija się w klamkę, przyjeżdża policja, nic nie wiem. uderzam ją w twarz, upada na lustro, dziurawi całe ciało. nic nie wiem. szkoda, że każdy wszędzie musi ogłaszać , że mam 18 lat, jestem dorosła, szkoda, że każdy mi to wmawia, wmawia mi, że uważam się za dorosłą i nie do mnie świat należy. nienawidzękurwaszmaty, potrafi zepsuć nawet SUPERSOBOTĘ, złodziejka rajstop

wtorek, 6 października 2009

là dessus


nie będzie tak samo, nie będzie tak bardzo, tak mocno, ciepło, rozczulająco, dokońcaświata.
czas to wszystko odepchnąć, wywalić gdzieś w przestrzeń, wypieprzyć w ciemną otchłań, tam, skąd nie da się wrócić, daleko za horyzontem zdarzeń. już pora, dosyć dobra, tylko znów nie.
może i powinnam, ale nie chcę.
bo jak by nie patrzeć, nie wiadomo z jak bardzo różnych stron, t o j e s t j e d y n e, c o m n i e p r z y t o b i e t r z y m a i chcę przy tym zostać jak najdłużej. przez wieki, do czasu aż zabraknie mi sił w rękach i samoistnie puszczą. nieważne jak bardzo będą krwawić, jak często będą pękać odciski. przez wieki, stulecia. nieważne są moje świeżo pomalowane paznokcie na kolor f i o l e t o w y i to, że dopiero co spiłowane - też jakieś nieistotne.
powiedz tylko słowo, a będzie uzdrowiona dusza-kurwa-moja.

poniedziałek, 5 października 2009

turnonme

'Nazywam się Olga Witkowska. W czerwcu skończyłam 18 lat..." koniec, ok? wystarczy na 5, nie?
mogę napisać o mojej matce, mogę napisać o zenonie ziembiewiczu, mogę napisać o józefie dżugaszwilim, o edycie górniak, o świętej-kurwa-maryji, o każdym, o każdym
ale nie o sobie
nie chodzi o to, że o sobie najtrudniej mówić
tylko
nie można pisać o kimś kogo nie ma


mam pomysł.

edit.
pomysł w gruzach, jest bez pomysłu. kul, ze jest.

niedziela, 4 października 2009

desert

przepraszam, że nie płacą mi za naukę. może gdybym się postarała bardziej. ale, że umiem tylko japierdolekurwamać i gdzie leży porto, z kasy nici.
jedyne na co mam ochotę to łóżko i fight club. ferdydurke już mi się znudziło, wychodzi mi uszami, nosem, ustami, każdym otworem mojego ciała.
zgniję
utopię się w piasku pustyni kalahari
wwiercę się tak głęboko, że odnajdę ostatnie zasoby wody
ukradnę je i wrócę na powierzchnię jako kaktus
będą podgryzać mnie jaszczurki, warany, skorpiony i przejezdne wielbłądy
oskubią do miąższu
umrę

sobota, 3 października 2009


Chciałem zabić każdą pandę, która nie chce się rozmnażać. Chciałem zalać ropą z tankowców wszystkie te francuskie plaże, których nigdy nie zobaczę. Chciałem oddychać dymem.

nawet nie czułam się skrępowana, mówiąc dzisiaj w sklepie do manekina. lubię trzymać je za ręce

piątek, 2 października 2009

when you told me i was special

tworzysz coś, starasz się, myślisz - zajebiste. uczucie spełnienia samego siebie nie odrywa się od ciebie nawet na milimetr, chodzisz z tym niemalże przypiętym na twarzy, każdemu pokazujesz jak bardzo jesteśzsiebiezadowolony. skaczesz prawie pod sufit, myśląc o swoim dziele, o swoim okurwajatozrobiłem. wpatrujesz-się-w-to, z każdą chwilą rośniesz w sobie, o mało co nie wychodzisz z siebie. przypinasz łańcuchami samozachwyt, bo wiesz, że jeszcze trochę i ucieknie.
mija parę dni. przeglądasz swoje 'dokonania'. cisza
jeszcze raz
cisza.
chlast
ponownie skupiasz na nich wzrok, wszystkie myśli, całego siebie
nic
uderzasz o dno z większym hukiem niż wtc 11 września. myślisz, jak mogłeś to kochać tak bardzo, że niemalże krzyczałeś patrząc na to
leżysz tak do następnego razu. do następnego razu, kiedy odważysz się znów spróbować
i znów upadniesz

czwartek, 1 października 2009

goldie

- l'll be back before you can say blueberry pie
- blueberry pie
- ok, maybe not that fast


Choć nie zrobiłam nic, stwierdziłam, ze zasługuję na dzień
labanacałego, wolny od wszelkiej nauki, od wszystkiego, co związane ze szkołą. Postanowiłam robić wszystko oprócz nauki, czyli to, co zwykle. Komputer-lodówka-komputer-wanna-komputer-czajnik-komputer. Może jeszcze zaciągnę całąsiebie pełnązapału do ferdydurke, bo mimo moich wcześniejszych narzekań na skalę odziemidonieba i z powrotem, gombrowicz wcale nie jest aż tak irytujący. Kolejnym krokiem mogłaby być pewna sympatia do tej książki, coś na wzór lubienia. Zdziwiłabym się, bo w mój ranking lektur kończy się na numerze 1 - buszujący w zbożu. Numer jeden, chociaż pamiętam tylko imię holden i jego miłość, wiecznie z lekko otwartymi ustami. No i może coś błyska o siostrze i łyżwach. Pamiętam też furię holdena i szczoteczkę w gardle. Ale to tyle.

w końcu mogę wciągnąć moje zakolanówki