czwartek, 4 marca 2010

hello, sunshine

Kiedy wychodziłem dzisiaj na świat z czułością, z otwartymi ramionami, nie myślałem o tym. Ale prędko, wpół do dziesiątej dopiero, poranek przecież ciągle, prędko dali mi znać, że wieczorem znowu będzie to samo, znowu będę szedł wolniutko i będą opadać ze mnie całe kawały świństwa różnego, brudu, pomyj, mieszanina śmierdzącego i żałosnego - to wszystko, czym mnie w ciągu dnia obrzucili, mój dzienny utarg.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz