niedziela, 19 lipca 2009

pretty way to die

Boję się, że przeze mnie ucierpi dosyć bliska znajomość, boję się, że poróżnię dwóch dobrych kumpli. kurwa
Róża stoi w kubku marlona brando, dumnie opiera się o białą ścianę -__- Coś jeszcze przyniosłam z wczorajszego wieczoru? Chyba nic nowego, to co zawsze. Czuję, że coś uciska mi głowę. I to wcale nie jest kac. I chujwdupe, zaraz rozwalę sobie łeb o ścianę. Z jednej strony cieszę się, bo ktoś o mnie myśli, to dosyć miłe uczucie. Ale z drugiej, z tej silniejszej, widzę, że to cholernie beznadziejna sytuacja. Wiem, że w końcu oleję ich dwóch, ale co będzie po drodze? Tego się obawiam, chociaż to za małe słowo. kurwa
Chciałabym popracować nad swoją pewnością siebie, uwierzyć, że jednak nie jestem dziwna i nie narkotyzuję się piosenkami placebo, tylko najzwyczajniej w świecie ich słucham. Chciałabym móc napisać, że wypruwam sobie flaki, żeby uwierzyć w siebie, że wyciskam z siebie siódme poty, żeby stać się lepszą. Szkoda, że moimi idolami nie są ci ładni, poukladani, ludzie, którzy coś osiągnęli, coco chanel,
agyness deyn, gok wan, madonna, czy artur rojek. Nie, ja wybieram te najgorsze ścierwa, upadające ścierwa i zakopujące się w mule coraz głębiej i głębiej. To są ci, którzy nigdy się nie podniosą, emocjonalne wraki, wraki na zewnątrz. Ci, którzy nawet nie istnieją. kurwa
I pierwszą rzeczą, którą zrobię w tym jakże pięknym dniu, będzie zaparzenie czeskiej zupki, wypicie czeskiego piwa i zapalenie polskiego papierosa. ahoj, właściwie to kilka czynności

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz