skip to main |
skip to sidebar
i won't let you down.
Pierwszy woodstock i.. szkoda, że dopiero pierwszy. Nie wiem, czy rok temu też byłoby tak niesamowicie. Może by mi się nie spodobało i w tym roku nie poznałabym tylu, że tak powiem, cudownych ludzi. Może poznałabym ich już wtedy. Gdyby, gdyby, nigdy tego nie lubiłam, dlatego też moje gdybanie na tym się skończy. Właściwie to nie poznałam wielu 'fajnych' ludzi, właściwie to chuj z tym. Mogę tylko wspomnieć o panu, który towarzyszył mi w drodze do toi'ów, kiedy było ciemno, a ja 'byłam taka mała, że aż grzech zostawić'. Sam był niewiele większy ;) Może też o pewnym pijanym, młodym punku, który zaskoczył mnie, mówiąc, że głównie czeka na subways'ów. No i wielkie podziękowania temu, który mnie podniósł na koncercie, dzięki czemu mam 2 całkiem ładne zdjęcia billy'ego i charlotte. Myślę, że jeszcze bardziej polubiłam jezusa i naszego, polskiego t-baga ^^ NIEBIESKI?! No tak, tak..
Pogoda nam sprzyjała do ostatniej nocy. Dokładnie do końcówki koncertu guano apes. Przemoczeni do suchej nitki, z kilkoma lechami wylądowaliśmi pod namiotem krisznowców. Akcja 'kto idzie siku szuka papierosa'. Kasiop oprócz papierosa, przyprowadziła psakjo transa, który za fajkę chciał, by mu pomalowano paznokcie. Jak się później okazało na paznokciach się nie skończyło.
Chyba ominęłam koncert subways'ów. Ohh, są genialni. Tak powinno się grać na koncertach, tak mówić, tak śpiewać. A tak jak billy rzuca się na publikę nikt nie potrafi. Mądra głowa, nagrałam filmik :D mary is my best friend, tu tu tu
Jedno, co mnie zadziwiło.. Nie przeszkadzała mi ta międzyludzka, wszechobecna miłość. Nie powiem, nawet mi się to podobało. Nawet okazałam serce i o 3/4 nad ranem pomogłam znaleźć namiot niejakiemu Arturo, który był nieco zagubiony.
Uhh.. coraz lepsze te moje wakacyjne festiwale, szkoda, że ten był ostatnim.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz