please, don't drive me blind. jak chora, mimo że zostało kilka minut do autobusu, jak szalona, zaczęłam ściągać piosenkę. mimo że parę sekund temu właśnie please, don't drive me blind zgięło mnie w pół, zgniotło i przydeptało tak na dowidzenia. to niesamowite, jak rozpaczliwie trzymam się rzeczy, które mnie miażdżą.
stoi tabliczka, jaskrawa, widoczna z kilku kilometrów. jak byk, czarno na białym: budynek-grozi-zawaleniu. i teraz te słowa oplatają ciało, otulają całkowicie, przyczepiają się z każdej strony, haczą o skórę, wyjmują nerwy i żyły, wchodzą pod mięśnie i wiją sobie gniazdko. nieopanowana chęć bycia w tym budynku. po chwili jestem, stoję pod ledwo trzymającym się sufitem. gdzieniegdzie zwisają kable ze starej instalacji elektrycznej. dodatkowa energia. zaglądam w każdy kąt, szukając niewiadomoczego. i najlepiej jest wtedy, gdy sufit się wali.
please, don't drive me blind
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz