*
Te maski są całkiem przydatne, całkiem spoko. Spodobało mi się.
Ile bym dała, żeby jechać teraz wąską szosą(tą taką jak w usa), prowadzić czerwoną hondę bez dachu, na oczach okulary przeciwsłoneczne, na twarzy wiatr. Muzyka, na tylnym siedzeniu - ktoś tam. Dojechać do kanionu, usiąść i mieć wszystkowszystkowszystko gdzieś. Albo wdrapać się na taki zbiornik wodny, w którym mieszkali animaniacy, tylko bardziej rzeczywisty. Albo rozbić namiot w utah, pod tym kamiennym mostem i sufitem gwiazd. Czuć ten piasek w ustach, kurz i wszystie inne brudy. I mieć to gdzieś, bo co złego może spotkać w takim miejscu. Wtedy nawet kojoty stają się niegroźne.. Nie chcę iśc do szkoły. Naprawdę boję się o siebie, a jednocześnie brnę w to dalej.
czuję się jak worek gówna.. i chyba nie tylko czuję
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz