sobota, 18 kwietnia 2009

lost

Kapeć w mordzie, łeb napieprza niemiłosiernie, w żołądku przewraca mi się do tej pory, a i tak idę do moto. Nie po to, żeby posłuchać reggae, czy posiedzieć z dziewczynami - idę z nadzieją, że tam będziesz. I rozglądam się, patrzę na drzwi, przedzieram się wzrokiem przez te tłumy ludzi, po chuj. Wkurzasz mnie tym, tym, że przez ciebie robię takie głupoty. Żałosne.
Mam dość tego ciągłego marudzenia, użalania się nad sobą. Dosyć tego, że na pytanie "co u ciebie" odpowiadam: RACZEJ w porządku, z żalem w głosie. Jest fajnie, jest super, już nie zamulam, czasem nawet najgłośniej mówię. Nie chcę z tobą gadać, bo zobaczysz, że to co co tydzień obserwujesz wcale nie jest prawdziwe. Że JA nie istnieję. Nie chcę, żebyś był kolejnym, który ma mnie za dziwaka. Swoją drogą, muszę skończyć z 'zimną suką' i przestać patrzeć na innych 'jakbym chciała ich kopnąć'. Już sama nie wiem kim jestem. Pogubiłam się w sobie. Wszystkie moje cechy się pomieszały, prawdziwe z udawanymi. Nie wiem, które są mną.
Co mogę jeszcze napisać o moim 'dosyć tego'? Pieprzę to.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz