środa, 22 kwietnia 2009

listen now

Tak szczerze mówiąc to chyba nie mam już siły na nic. Nie wiem czego mi trzeba do regeneracji, nie wiem. Do szkoły nie chce mi się chodzić kompletnie. Budzę się: 'to nie jest dobry dzień na szkołę' i zostaję w domu. Prześlizguję się przez sprawdziany z małą pomocą kolegów i ściąg, mimo że nawet nie wiem co na nich jest. Modlę się, żeby zakrzewska nie wybrała mnie do odpowiedzi kiedy będę ją mijać w drzwiach; proszę, aby długopis rycha nie spadł na moim numerku. Na razie dobrze mi to wychodzi, nie licząc małych niewypałów. Jutro sprawdzian - sinusy, cosinusy, srusy, cotangensy. Do matmy zbierałam się 3 godziny, przerzuciłam kartki i chyba umiem. Jutro wyjdzie, że jednak nie.
Za chwilę dadzą mi dowód do ręki, stanę się pełnoprawnym obywatelem. Powinnam mieć wszystko poukładane, każda myśl powinna być na oddzielnej półce, a te brzydkie powinny leżeć w śmietniku. Mówią, że muszę stać się odpowiedzialna i nauczyć się odpowiadać za swoje i cudze błędy. Powinnam naprawić siebie, a tymczasem kłócę się sama ze sobą, biję się w głowę i pakuję się w coraz większe i większe gówno. Posuwam się za daleko, o 3 razy dziennie za daleko. Oszukuję ludzi mówiąc, że mi zależy, jutro zmieniam zdanie i mówię, że jednak nie. Nie powinnam żyć ze sobą. Niech no ktoś spisze mi rzeczy, które powinnam zrobić. Ale tak dokładnie, krok po kroku, sekunda po sekundzie. Proszę o szczegółowy plan życia.
T. się nie odzywa. Sama też nie chcę pisać, bo wiem, że ta 'rozmowa' skończy się szybciej niż się zacznie. Chciałabym, żeby było jak wtedy.

when you told me i was special, it was the happiest moment for a long long time

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz