sobota, 7 lutego 2009

silly me

Poszłabym sobie do jakiejś kawiarni, knajpy, gdzieś gdzie podchodzi do ciebie pani z notesikiem i długopisem w ręce i pyta, czy może przyjąć zamówienie. Został tylko tydzień, a tyle do zrobienia: spotkać się z palytem i błaszczem, z monykem, nauczyć kasiopa i huberta, nauczyć się sama, przepisać zeszyt z chemii i geografii, przeczytać nad niemnem (jasne). Zasypiam o północy, wstaję o 10, zaczynam się ubierać o 14, kończę 2 godziny później, kłócę się, nudzę, narzekam, kontempluję i wmawiam sobie, że brzuch staje się coraz mniejszy, a kostki w nadgarstkach coraz bardziej widoczne. 100 razy w ciągu dnia wchodzę na różne blogi z nadzieją, że może ktoś napisał coś nowego. Żeby tylko zająć się czymś choć na 2 minuty. A nóż-widelec-łyżka przeczytam coś, co skłoni mnie do dalszych przemyśleń.. wtedy kolejne minuty z głowy. Przeglądam youtube'a, photobloga, stylio, pudelka, dziennik, nautilusa, basha, blogspota, deviantarta, nasząklasę, filmweb, allegro, ebay'a, o2 i jestem cholernie zboredowana.
W łupawie było całkiem przyjemnie. Bez zatłoczonego baru, bez większości miejscowych i chyba właśnie to miało wpływ dobrą zabawę. Jolka jako żulo-sprzątaczo-nurek, kasiop jako goth, justyna - hm.. drzewo, wiktor jako wiktor, ja jako mała dziewczynka jolki z lat 70'. Zelikową prawdopodobnie wywiało, a sąsiad z góry na szczęście spał, kiedy skończył się alko. Hubert prawie podpalił chatę, a kasiop tym razem nie biegał w łóżku. W nocy przyszło do mnie makurokuroske, ale szybko zamknęłam oczy i sobie poszło. Babcia bawiła się prądem, lobussy buszowały w pokoju tatucha i było ogólnie przytulnie, tylko jakoś się nie nacieszyłam tą łupawą.
A piosenka, której już nikomu nie chce się śpiewać to: la la la la la la pedał pedał pedał. Oryginał w interwencji- koleś z dziennikiem zamiast gitary.
Starczy tego wszystkiego.

A tu agata(pseudo: młyńska). Poznałam bodajże na 17. urodzinach monyka. Źle się wtedy czułam w towarzystwie ludzi z szarych, chyba nawet ich nie polubiłam, poza właśnie powyższą. Strasznie kojarzy mi się z renią i tak samo szybko poczułam do niej sympatię. To było trochę głupie, bo robiłam jej mnóstwo zdjęć z ukrycia, ale za wszelką cenę chciałam ją zapamiętać. Bałam się, że nigdy jej nie zobaczę, jej obraz nie zapisze mi się w pamięci.. to naprawdę głupie. Ale mam zdjęcia, kilka razy spotkałam ją na mieście, znalazłam na n-k. To jest coś w stylu obsesji, geez.


Koniec, bo matka poraz kolejny poczuła władzę na światem i każe mi wyłączać komputer, mimo że mam ferie i jest dopiero 23.57. Do tego dołączył się ojciec, bo ja jestem ta głupia i najgorsza. Pieprzę to.


1 komentarz: