środa, 14 października 2009

se déteriorer

dlaczego tak nienawidzę? - zaraz po przebudzeniu, wskoczyło w moją głowę, jak by tylko czekało aż otworzę oczy
chwyciłam telefon
dawno już nie dostałam wiadomości od niego i niego
dawno
zdałam sobie sprawę, w jak pięknym świecie było mi żyć 5 minut temu
nie wiedziałam, że mój umysł potrafi stworzyć tak cudowne miejsca
znów chciałam zniszczyć świat

wtorek, 13 października 2009

tajler


Chciałem zniszczyć całe piękno, które nigdy nie będzie moje. Spalić amazońską dżunglę. Napompować prosto w niebo wszystkie chlorofluorowęglowodory, żeby pożarły warstwę ozonową. Otworzyć zawory na supertankowcach i odczopować szyby w przybrzeżnych platformach wiertniczych. Chciałem zabić wszystkie ryby, na których jedzenie nie było mnie stać, i zasypać francuskie plaże, których nigdy nie zobaczę.

Chciałem, żeby cały świat stoczył się na dno.
Waląc tego dzieciaka, naprawdę chciałem wpakować kulę między oczy każdej zagrożonej pandzie, która nie chciała się pieprzyć, żeby ratować swój gatunek, i każdemu wielorybowi i delfinowi, który się poddał i rzucił na mieliznę.
Przez tysiące lat istoty ludzkie niszczyły, śmieciły i paskudziły na tę planetę, a teraz historia oczekuje ode mnie, żebym po wszystkich posprzątał. Mam myć i zgniatać moje puszki po zupie. I rozliczać się z każdej kropli zużytego oleju samochodowego.
Muszę płacić rachunki za odpady nuklearne i podziemne zbiorniki benzyny, za wysypiska toksycznych śmieci wyrzuconych na pokolenie przed moim przyjściem na świat.
Chciałem oddychać dymem.
Chciałem spalić Luwr. Rozwaliłybym greckie rzeźby młotem kowalskim i podtarł się Moną Lisą. To jest mój świat, teraz.
To jest mój świat, mój świat, a ci starożytni ludzie nie żyją.

poniedziałek, 12 października 2009

marlasinger

jestem ex-człowiekiem, szlamem społeczeństwa. energia rozdziera mnie od środka, rozwala narządy. wątroba, nerki, żołądek, śledziona, jelita grube, chude, mam raka serca. plus ładuję się trzema kubkami kawy, czasem z rana, jeśli zdążę. najczęściej nie zdążam nawet na drugą lekcję. paniklasowa zaraz będzie dzwonić do moich mamyitaty. powiedzieli mi, że trzeba było uczyć się od co najmniej drugiej klasy liceum, żeby zdać na co najmniej 50%. a za autoprezentację dostałam największy aplauz, jestem zajebista, kochają mnie.

sobota, 10 października 2009

sosad

boję się siebie. idę w nocy i wbijam jej nóż w serce, przeciągam parę razy i wracam do łóżka. popycham na szafę, jej głowa wbija się w klamkę, przyjeżdża policja, nic nie wiem. uderzam ją w twarz, upada na lustro, dziurawi całe ciało. nic nie wiem. szkoda, że każdy wszędzie musi ogłaszać , że mam 18 lat, jestem dorosła, szkoda, że każdy mi to wmawia, wmawia mi, że uważam się za dorosłą i nie do mnie świat należy. nienawidzękurwaszmaty, potrafi zepsuć nawet SUPERSOBOTĘ, złodziejka rajstop

wtorek, 6 października 2009

là dessus


nie będzie tak samo, nie będzie tak bardzo, tak mocno, ciepło, rozczulająco, dokońcaświata.
czas to wszystko odepchnąć, wywalić gdzieś w przestrzeń, wypieprzyć w ciemną otchłań, tam, skąd nie da się wrócić, daleko za horyzontem zdarzeń. już pora, dosyć dobra, tylko znów nie.
może i powinnam, ale nie chcę.
bo jak by nie patrzeć, nie wiadomo z jak bardzo różnych stron, t o j e s t j e d y n e, c o m n i e p r z y t o b i e t r z y m a i chcę przy tym zostać jak najdłużej. przez wieki, do czasu aż zabraknie mi sił w rękach i samoistnie puszczą. nieważne jak bardzo będą krwawić, jak często będą pękać odciski. przez wieki, stulecia. nieważne są moje świeżo pomalowane paznokcie na kolor f i o l e t o w y i to, że dopiero co spiłowane - też jakieś nieistotne.
powiedz tylko słowo, a będzie uzdrowiona dusza-kurwa-moja.

poniedziałek, 5 października 2009

turnonme

'Nazywam się Olga Witkowska. W czerwcu skończyłam 18 lat..." koniec, ok? wystarczy na 5, nie?
mogę napisać o mojej matce, mogę napisać o zenonie ziembiewiczu, mogę napisać o józefie dżugaszwilim, o edycie górniak, o świętej-kurwa-maryji, o każdym, o każdym
ale nie o sobie
nie chodzi o to, że o sobie najtrudniej mówić
tylko
nie można pisać o kimś kogo nie ma


mam pomysł.

edit.
pomysł w gruzach, jest bez pomysłu. kul, ze jest.

niedziela, 4 października 2009

desert

przepraszam, że nie płacą mi za naukę. może gdybym się postarała bardziej. ale, że umiem tylko japierdolekurwamać i gdzie leży porto, z kasy nici.
jedyne na co mam ochotę to łóżko i fight club. ferdydurke już mi się znudziło, wychodzi mi uszami, nosem, ustami, każdym otworem mojego ciała.
zgniję
utopię się w piasku pustyni kalahari
wwiercę się tak głęboko, że odnajdę ostatnie zasoby wody
ukradnę je i wrócę na powierzchnię jako kaktus
będą podgryzać mnie jaszczurki, warany, skorpiony i przejezdne wielbłądy
oskubią do miąższu
umrę

sobota, 3 października 2009


Chciałem zabić każdą pandę, która nie chce się rozmnażać. Chciałem zalać ropą z tankowców wszystkie te francuskie plaże, których nigdy nie zobaczę. Chciałem oddychać dymem.

nawet nie czułam się skrępowana, mówiąc dzisiaj w sklepie do manekina. lubię trzymać je za ręce

piątek, 2 października 2009

when you told me i was special

tworzysz coś, starasz się, myślisz - zajebiste. uczucie spełnienia samego siebie nie odrywa się od ciebie nawet na milimetr, chodzisz z tym niemalże przypiętym na twarzy, każdemu pokazujesz jak bardzo jesteśzsiebiezadowolony. skaczesz prawie pod sufit, myśląc o swoim dziele, o swoim okurwajatozrobiłem. wpatrujesz-się-w-to, z każdą chwilą rośniesz w sobie, o mało co nie wychodzisz z siebie. przypinasz łańcuchami samozachwyt, bo wiesz, że jeszcze trochę i ucieknie.
mija parę dni. przeglądasz swoje 'dokonania'. cisza
jeszcze raz
cisza.
chlast
ponownie skupiasz na nich wzrok, wszystkie myśli, całego siebie
nic
uderzasz o dno z większym hukiem niż wtc 11 września. myślisz, jak mogłeś to kochać tak bardzo, że niemalże krzyczałeś patrząc na to
leżysz tak do następnego razu. do następnego razu, kiedy odważysz się znów spróbować
i znów upadniesz

czwartek, 1 października 2009

goldie

- l'll be back before you can say blueberry pie
- blueberry pie
- ok, maybe not that fast


Choć nie zrobiłam nic, stwierdziłam, ze zasługuję na dzień
labanacałego, wolny od wszelkiej nauki, od wszystkiego, co związane ze szkołą. Postanowiłam robić wszystko oprócz nauki, czyli to, co zwykle. Komputer-lodówka-komputer-wanna-komputer-czajnik-komputer. Może jeszcze zaciągnę całąsiebie pełnązapału do ferdydurke, bo mimo moich wcześniejszych narzekań na skalę odziemidonieba i z powrotem, gombrowicz wcale nie jest aż tak irytujący. Kolejnym krokiem mogłaby być pewna sympatia do tej książki, coś na wzór lubienia. Zdziwiłabym się, bo w mój ranking lektur kończy się na numerze 1 - buszujący w zbożu. Numer jeden, chociaż pamiętam tylko imię holden i jego miłość, wiecznie z lekko otwartymi ustami. No i może coś błyska o siostrze i łyżwach. Pamiętam też furię holdena i szczoteczkę w gardle. Ale to tyle.

w końcu mogę wciągnąć moje zakolanówki

środa, 30 września 2009

pixiegeldof


a ty?
chcę do wrocławia

i to mi się podoba, trzeba mieć cel i do niego dążyć
oczywiście..


zostanę z niczym, z jeszcze większym niczym niż dotychczas. wszystko odbije się ode mnie echem, na setki miliony kilometrów. to ja, 0, 2, 1, 1, 2, 1, 0, 4, 1, nic. to-ja-nikt holá
nic nie jest nikomu potrzebne, więc będzie okey, w końcu święty, boski spokój. nic to przecież takie coś, czego nie ma. nic nie istnieje, nic nie ma prawa bytu, więcjestokey.
wszystko we mnie gnije, gubię się w słowach, które wylatują ze mnie z nieziemską łatwością. pluję nimi naprawoilewo, nie patrzę, czy ślina zatrzymała się na staruszce, czy może na najlepszym koledze z klasy. na nauczycieli leję wodospady. topią się, ale nie widzę żadnego STOP, wypełniam ich płuca tąkurewskąsłodkością po brzegi. potępiam każdego, wybuch prosto w twarz, szyderczy uśmieszek, fakju przed nosem, bach na ścianę.
zginę

poniedziałek, 28 września 2009

allalright

szczyt nerwów, roztelepane ręce, zęby kruszą się od nacisku. nieźle
rozpieprzony wewnętrznie, rozpieprzone wewnętrznie ciało, na zewnątrz robi się coraz rzadziej.
nieco pokruszona twarz, uszczerbiona w paru miejscach, nadłamana tam i tu, pod okiem zeszła farba, policzek pękł nienaprawialnie. rysa na rysie, milion warstw czarnego kurzu - już dawno powinno zniknąć. wieczny brud, do końca, na całe życie.
weź się ogarnij
chlast

piątek, 25 września 2009

sweetheart


- kochałbym cię
- kochaj mnie
- proszę bardzo


Czas się położyć, czas spać, odpocząć, bo przyjemnie jest zamknąć oczy. Chciałabym móc zaśpiewać miserable but mine. Nie mogę. Więc przerywam w pół zdania i milczę do końca.
Już można nazwać mnie pedofilem?

środa, 23 września 2009

ericponti

nie wyobrażam sobie najbliższych 7 miesięcy. szkoła, nauka, houmłorks, nieprzerwane zmęczenie, bóle głowy, wycieńczenie, nauka, bezsenność, wyniszczenie, nadmiar energii, ekzams, drżenie rąk, bóle gardła, ze skrajności w skrajność, od jednego potknięcia do drugiego. nawet na starcie nie mam siły, w połowie padam na ryj, do mety nie docieram. coś wysysa ze mnie cały zapał jeszcze przed początkiem wszystkiego.
nie widzę tego. nie widzę jutra, zatydzień, zakiedyś. dziwny niefart.
wciąż chcę napisać, ale jakoś tak głupio mi nawet. nie mogę oswoić się z myślą, że nie da rady wrócić. chciałabym ulec wypadkowi, stracić pamięć, walić wszystko i pomachać. bez podchodów, zbytnio nie myśleć, wpaść w dz
iurę bezpamięci.
i dam radę, wejdę tam, napiszę, wyjdę zadowolona i równie zadowolona odbiorę wyniki. wyślę je i pieprzyć mamęitatę, aloha, sajonara, bajbaj. tu me manques

wtorek, 22 września 2009

coda

Śniło mi się, że do matury zostały dwa tygodnie, a ja i moje przygotowania były w najdrobniejszym proszku. Pyłek rozpierdalacz. Pierwsza myśl po każdym przebudzeniu: dzisiajzacznęczytaćlektury, dzisiarozpiszęogółwszystkiego, dzisiajzacznęsięuczyć. łan tu fri i jest wieczór, i chce się robić tylko nic. Następnego dnia, o 6 rano rzucam budzikiem o ścianę i mówię, że niedamradywstać. Szkoła ssie. Codzienny maraton po portalach internetowych i ściemnianie, że pani od polskiego dzisiaj o nas zapomniała, że dostałam 5, że byłam w szkole. Niech mnie ktoś chlaśnie w ryj. Widzę jak moje stopy grzęzną w błotku, o, już kolana. Zatapiam się coraz głębiej, czuję jak coś skręca się w żołądku. Skręca żołądek. Zakopuję się w tym syfie, idę na dno, wypływam, dławię, krztuszę, łapczywie chwytam resztki powietrza, co by się nie udusić. Kulę się tak mocno, że łokcie wbijąją mi się pod żebra. Odcinam dopływ krwi do stóp, jest zimno. Topię się w dziwnym uczuciu tęsknoty niewiadomozaczym. Zdzieram paznokcie.


on risque de pleurer un peu si l'on s'est laisse apprivoise