a ty?
chcę do wrocławia
i to mi się podoba, trzeba mieć cel i do niego dążyć
oczywiście..
zostanę z niczym, z jeszcze większym niczym niż dotychczas. wszystko odbije się ode mnie echem, na setki miliony kilometrów. to ja, 0, 2, 1, 1, 2, 1, 0, 4, 1, nic. to-ja-nikt holá
nic nie jest nikomu potrzebne, więc będzie okey, w końcu święty, boski spokój. nic to przecież takie coś, czego nie ma. nic nie istnieje, nic nie ma prawa bytu, więcjestokey.
wszystko we mnie gnije, gubię się w słowach, które wylatują ze mnie z nieziemską łatwością. pluję nimi naprawoilewo, nie patrzę, czy ślina zatrzymała się na staruszce, czy może na najlepszym koledze z klasy. na nauczycieli leję wodospady. topią się, ale nie widzę żadnego STOP, wypełniam ich płuca tąkurewskąsłodkością po brzegi. potępiam każdego, wybuch prosto w twarz, szyderczy uśmieszek, fakju przed nosem, bach na ścianę.
zginę