sobota, 13 lutego 2010

remember - i remember

(...) że nie umiem się już zupełnie odzywać, że nie umiem rozmawiać ani gadać i że wolę bardzo chętnie nic nie mówić.

to straszne, że teraz tylko t. daje mi dar mówienia. duszę się powietrzem
to straszne
duszę się
muszę wyjść

środa, 10 lutego 2010

my heart is

skoro nie potrafię już słów

in a pretty disorder

wtorek, 2 lutego 2010

nie potrafię nic innego jak tylko: kurwa

niedziela, 31 stycznia 2010

stop breathing

nabrać powietrza, trzymać wytrwale, do granic. na jednym wdechu liczyć głośno do 50. nabrać powietrza. zatrzymać czas. jedyna chwila, kiedy masz wrażenie, że czas się zatrzymał. może i mógłbyś tak powiedzieć, gdyby nie nadal grająca muzyka i te cholerne mewy za oknem. one nawet nie dreptają. to ptaki są. ptaki, które nie dreptają. ale zamknij oczy. można tak w nieskończoność. potem bijesz się po głowie, że nie możesz wytrzymać dłużej niż 2 minuty i 14 sekund. za 10 sekund pewnie miałbyś mroczki przed oczami. 2 minuty i 24 sekundy - łał. bijesz się po głowie. nabierasz powietrza.

niedziela, 24 stycznia 2010

just stop

chyba jednym z najgorszych jest usłyszeć, że wiele ludzi tak ma, ja też tak mam, nie jesteś jedyna. to jest chyba najgorsze. bo to coś jakby, jesteś-jak-każdy. jak miliony, zwykły kowalski, czy nowak, jan, michał. starania są do dupy. a ja słyszę to non stop. i nie stać mnie na więcej.

środa, 20 stycznia 2010

salvum me fac

-wyglądasz strasznie
-nie, po prostu mi nie zależy


salvum me fac, deus
salvum me fac, deus, quoniam intraverunt aquae usque ad
animam meam

piątek, 15 stycznia 2010

hurahura

koleżanka mi pisze, że mam pałę z historii. i to jest wstyd. nie, że pała, to nie wstyd. każdemu może się zdarzyć nie zaliczyć przedmiotu. raz, to że się nie umie, raz, że się nie chodzi, nie chce się, czy nie ma się ochoty. każdemu, przecież. wstyd, że wiem o tym od kogoś, kto nie jest nauczycielem. kto chodzi na lekcje regularnie. ktoś kto ma jako-taką frekwencję, niemalże bardzo dobrą, pisze mi, że mam pałę z historii. i, że nie było mnie przy tym. ja tej pały nie mam, bo nie chodzę. przecież mówiła mi, że na trzy nawet mogę się starać. więc bylam spokojna, bo trzy to spokojnie. ale nie chciało mi się, więc miało być dwa. okazało się, że to jeszcze niżej, bo jeden. ale ja zaliczę. tylko wstyd. nie przed nauczycielami, tylko przed innymi. bo wiedzą, że nie chodzę, a przecież mogę umieć, tylko nie chodzę i nic nie robię. wstyd, że nie potrafię mimo że mogłabym. i tak wyobrażam siebie w trzeciej ławce od ściany. za każdym razem tylko bazgrałam swoje, kreśliłam, nie słuchałam. a mogłabym, bez wysiłku. i to jest ten wstyd, choć tak naprawdę nie ma przed czym. ale ja to czuję i już. i jest mi wstyd, bardzo.
oh, za bardzo stachura mnie pochłania, za bardzo. bo teraz czuję się cala jego słowami. było mi potrzeba takiego zastrzyku. teraz nawet nienawiść, mimo że silna, jakaś nie moja.

niedziela, 10 stycznia 2010

cass

i didn't eat for three days so I could be lovely

wtorek, 5 stycznia 2010

emptiness

co by się nie działo, zawsze byyourside. to mój facet - to głupie, nie będę bronić. by your side.
jest przykro z wielu powodów. nie może być gorsze niż tomek, prawda? to była kompletna destrukcja, teraz będzie lżej. tylko dlaczego coraz częściej czuję nic. moje słowa znaczą nic. w tej chwili topnieję, wszystko się wypłukuje. nie potrafię mówić. głucho, pusto, ciemno, zniczym, bezniczego.
daj mi, boże-kurwa-siłę.

niedziela, 27 grudnia 2009

sobota, 26 grudnia 2009

synthetic

ranisz mnie
mówi mi to druga osoba w przeciągu jednego tygodnia.
trzęsą się dłonie, trzęsą się nogi, trzęsie się serce. odwadniam się, oczami wylewam oceany, uszami wychodzi mózg, milimetr po milimetrze - wypluwam wnętrzności. nie mam serca.
nie potrafię wytłumaczyć wielu rzeczy, wielu nie potrafię nazwać. moje zachowania są dla mnie samej niejasne, więc jak mam o tym mówić. nie potrafię tego przedstawić na diagramach, schematach, wykresach, histogramach. brakuje mi powietrza. moja aleksytymia narasta.
naprawdę nie uważam, żeby w moim mózgu było coś nie tak, każdy przecież przez to przechodzi, tylko u innych może delikatniej się to przejawia.


why the fuck are you looking at me

czwartek, 24 grudnia 2009

real hate


ludzie oczekują od świąt cudów. nagle ich wszystkie problemy pójdą precz, mama pokocha, ojciec stanie się ojcem i przyzna się do win. koleżance z dnia na dzień się polepszy, odrośnie jej noga i przestaną wypadać włosy. kobiety nie mogą znieść zapachów wszystkich kuszących potraw, a to już dziesiąty dzień na diecie cud. wiecznie głodne. mało tego muszą stać nad garami i patrzeć jak z każdą minutą rośnie ciasto w piekarniku. a tak naprawdę nie lubią rodzynek. faceci są zawiedzeni, bo mieli nadzieję, że wigilia będzie jedynym dniem, kiedy nie będą musieli robić nic bez żadnych konsekwencji, a okazuje się, że, jak codziennie, są bezużytecznymi robotami z piwem w lewej i pilotem w prawej. oczekują od żon, że 24 grudnia dadzą im spokój. te, o dziwo, w pogoni zakupów i mimo braku rąk, znajdują czas, by wydrzeć ryja na męża. coraz częściej ktoś mi mówi, nienawidzęświąt. budzą się, idą do łazienki, myją zęby - podstawowe czynności. patrzą w kalendarz i nagle wielkie okurwa, wigilia jest dzisiaj. i są źli, że nie czują magii świąt. stali się dorosłymi, czują, że stracili dzieciństwo, nie mogąc dołożyć do wspomnień wspólnego pieczenia pierników, bo nie lubili. chcą ciepła kominka, ale im to dane nie jest, bo wypłaty ledwo starczają do połowy miesiąca. może kiedyś skonstruują prototyp ogniska palącego się w bloku. nienawidzą świąt, bo ubieranie choinki to już nie przyjemność, to raczej przymus. czekają do ostatniego dnia, bo wcześniej im się nie chce. za parę lat nie postawią choinki w ogóle. nie nakryją do stołu. nie uświnią wanny łuskami karpia. za parę lat będą wkładać stopery do uszu, żeby pozwolić kolędnikom śpiewać, inaczej wyjęliby widły. za parę lat zabiją człowieka. tak naprawdę nikt jeszcze nie nazwał tej nienawiści, dlatego zawsze puszczam to mimo uszu.

wtorek, 22 grudnia 2009

slack

głową w blat, głową w blat, głową-w-blat. gło-wą w b l a t. uderzam, ale to nie to. ściana też nie.
muzyka przeszkadza. wyłączam. cisza. jeszcze gorzej.
wyszywam. wbijam igłę pod paznokieć. chusteczkę rzucam na podłogę. nie zdążę.
muszę zająć czymś ręce.
bezowocnie szukam igły, która poleciała śladem chusteczki. wślizguję się pod łóżko, uderzam głową o deskę. leżę, nie chcę wstawać. nie mam siły się podnieść, coś mi ciąży, wgniata, wtapiam się, znikam. ściągam wszystkich na dół. ciągnę łańcuchami w dół.
mówiłam, pamiętaj, żeby o nikogo nie zahaczyć. a jednak.
jednak nie umiem żyć.
dlaczego moje ręce drżą, skoro tak ciężko mi czuć.
serce, przestań boleć.

poniedziałek, 14 grudnia 2009

chocolates and cigarettes

no tak, wracam do starych śmieci, znów maczam w nich nogi, brodzę po kolana, po pas. pójść jutro do szkoły, czy zrobić sobie jeszcze jeden dzień wolnego? najczęstsze pytanie w głowie.
dlaczego nie chodzisz do szkoły? jedno z najtrudniejszych w ostatnim czasie.
jeśli zostanę w domu obejrzę film, zrobię zdjęcia w lepszym świetle, bo o 16, to do dupy. spędzę więcej czasu z kotem i jeśli znajdę chęci, może zacznę sprzątać.
dzisiaj będę mogła zasnąć ze 3 godziny później. nokurwa, same plusy. jeśli opuszczę jeszcze jeden dzień pod rząd moje wytłumaczenie poparte dolegliwościami żołądkowymi stanie się bardziej wiarygodne.

wodę leje, światło pali, żre i jeszcze chce pieniądze. co za utrapienie, jestem ciężarem.

niedziela, 13 grudnia 2009

7

czy ja nie wspominałam wczoraj o zimie? pamiętam. śnieg to dobry temat dla wszystkich. pamiętam - śnieg był czymś ważnym. te same piosenki, te same filmy. historia się powtarza, podobno lubi. z tym, że zawsze znajdą się szczegóły różniące tę od poprzedniej. to stało się bardzo ważnym szczegółem. niezłe-kurwa-wyczucie. cóż za celny strzał.