koleżanka mi pisze, że mam pałę z historii. i to jest wstyd. nie, że pała, to nie wstyd. każdemu może się zdarzyć nie zaliczyć przedmiotu. raz, to że się nie umie, raz, że się nie chodzi, nie chce się, czy nie ma się ochoty. każdemu, przecież. wstyd, że wiem o tym od kogoś, kto nie jest nauczycielem. kto chodzi na lekcje regularnie. ktoś kto ma jako-taką frekwencję, niemalże bardzo dobrą, pisze mi, że mam pałę z historii. i, że nie było mnie przy tym. ja tej pały nie mam, bo nie chodzę. przecież mówiła mi, że na trzy nawet mogę się starać. więc bylam spokojna, bo trzy to spokojnie. ale nie chciało mi się, więc miało być dwa. okazało się, że to jeszcze niżej, bo jeden. ale ja zaliczę. tylko wstyd. nie przed nauczycielami, tylko przed innymi. bo wiedzą, że nie chodzę, a przecież mogę umieć, tylko nie chodzę i nic nie robię. wstyd, że nie potrafię mimo że mogłabym. i tak wyobrażam siebie w trzeciej ławce od ściany. za każdym razem tylko bazgrałam swoje, kreśliłam, nie słuchałam. a mogłabym, bez wysiłku. i to jest ten wstyd, choć tak naprawdę nie ma przed czym. ale ja to czuję i już. i jest mi wstyd, bardzo.
oh, za bardzo stachura mnie pochłania, za bardzo. bo teraz czuję się cala jego słowami. było mi potrzeba takiego zastrzyku. teraz nawet nienawiść, mimo że silna, jakaś nie moja.
piątek, 15 stycznia 2010
niedziela, 10 stycznia 2010
wtorek, 5 stycznia 2010
emptiness
co by się nie działo, zawsze byyourside. to mój facet - to głupie, nie będę bronić. by your side.
jest przykro z wielu powodów. nie może być gorsze niż tomek, prawda? to była kompletna destrukcja, teraz będzie lżej. tylko dlaczego coraz częściej czuję nic. moje słowa znaczą nic. w tej chwili topnieję, wszystko się wypłukuje. nie potrafię mówić. głucho, pusto, ciemno, zniczym, bezniczego. daj mi, boże-kurwa-siłę.
jest przykro z wielu powodów. nie może być gorsze niż tomek, prawda? to była kompletna destrukcja, teraz będzie lżej. tylko dlaczego coraz częściej czuję nic. moje słowa znaczą nic. w tej chwili topnieję, wszystko się wypłukuje. nie potrafię mówić. głucho, pusto, ciemno, zniczym, bezniczego. daj mi, boże-kurwa-siłę.
niedziela, 27 grudnia 2009
sobota, 26 grudnia 2009
synthetic
ranisz mnie
mówi mi to druga osoba w przeciągu jednego tygodnia.
trzęsą się dłonie, trzęsą się nogi, trzęsie się serce. odwadniam się, oczami wylewam oceany, uszami wychodzi mózg, milimetr po milimetrze - wypluwam wnętrzności. nie mam serca.
nie potrafię wytłumaczyć wielu rzeczy, wielu nie potrafię nazwać. moje zachowania są dla mnie samej niejasne, więc jak mam o tym mówić. nie potrafię tego przedstawić na diagramach, schematach, wykresach, histogramach. brakuje mi powietrza. moja aleksytymia narasta.
naprawdę nie uważam, żeby w moim mózgu było coś nie tak, każdy przecież przez to przechodzi, tylko u innych może delikatniej się to przejawia.
why the fuck are you looking at me
mówi mi to druga osoba w przeciągu jednego tygodnia.
trzęsą się dłonie, trzęsą się nogi, trzęsie się serce. odwadniam się, oczami wylewam oceany, uszami wychodzi mózg, milimetr po milimetrze - wypluwam wnętrzności. nie mam serca.
nie potrafię wytłumaczyć wielu rzeczy, wielu nie potrafię nazwać. moje zachowania są dla mnie samej niejasne, więc jak mam o tym mówić. nie potrafię tego przedstawić na diagramach, schematach, wykresach, histogramach. brakuje mi powietrza. moja aleksytymia narasta.
naprawdę nie uważam, żeby w moim mózgu było coś nie tak, każdy przecież przez to przechodzi, tylko u innych może delikatniej się to przejawia.
why the fuck are you looking at me
czwartek, 24 grudnia 2009
real hate
ludzie oczekują od świąt cudów. nagle ich wszystkie problemy pójdą precz, mama pokocha, ojciec stanie się ojcem i przyzna się do win. koleżance z dnia na dzień się polepszy, odrośnie jej noga i przestaną wypadać włosy. kobiety nie mogą znieść zapachów wszystkich kuszących potraw, a to już dziesiąty dzień na diecie cud. wiecznie głodne. mało tego muszą stać nad garami i patrzeć jak z każdą minutą rośnie ciasto w piekarniku. a tak naprawdę nie lubią rodzynek. faceci są zawiedzeni, bo mieli nadzieję, że wigilia będzie jedynym dniem, kiedy nie będą musieli robić nic bez żadnych konsekwencji, a okazuje się, że, jak codziennie, są bezużytecznymi robotami z piwem w lewej i pilotem w prawej. oczekują od żon, że 24 grudnia dadzą im spokój. te, o dziwo, w pogoni zakupów i mimo braku rąk, znajdują czas, by wydrzeć ryja na męża. coraz częściej ktoś mi mówi, nienawidzęświąt. budzą się, idą do łazienki, myją zęby - podstawowe czynności. patrzą w kalendarz i nagle wielkie okurwa, wigilia jest dzisiaj. i są źli, że nie czują magii świąt. stali się dorosłymi, czują, że stracili dzieciństwo, nie mogąc dołożyć do wspomnień wspólnego pieczenia pierników, bo nie lubili. chcą ciepła kominka, ale im to dane nie jest, bo wypłaty ledwo starczają do połowy miesiąca. może kiedyś skonstruują prototyp ogniska palącego się w bloku. nienawidzą świąt, bo ubieranie choinki to już nie przyjemność, to raczej przymus. czekają do ostatniego dnia, bo wcześniej im się nie chce. za parę lat nie postawią choinki w ogóle. nie nakryją do stołu. nie uświnią wanny łuskami karpia. za parę lat będą wkładać stopery do uszu, żeby pozwolić kolędnikom śpiewać, inaczej wyjęliby widły. za parę lat zabiją człowieka. tak naprawdę nikt jeszcze nie nazwał tej nienawiści, dlatego zawsze puszczam to mimo uszu.
wtorek, 22 grudnia 2009
slack
głową w blat, głową w blat, głową-w-blat. gło-wą w b l a t. uderzam, ale to nie to. ściana też nie.
muzyka przeszkadza. wyłączam. cisza. jeszcze gorzej.
wyszywam. wbijam igłę pod paznokieć. chusteczkę rzucam na podłogę. nie zdążę.
muszę zająć czymś ręce.
bezowocnie szukam igły, która poleciała śladem chusteczki. wślizguję się pod łóżko, uderzam głową o deskę. leżę, nie chcę wstawać. nie mam siły się podnieść, coś mi ciąży, wgniata, wtapiam się, znikam. ściągam wszystkich na dół. ciągnę łańcuchami w dół.
mówiłam, pamiętaj, żeby o nikogo nie zahaczyć. a jednak.
jednak nie umiem żyć.
dlaczego moje ręce drżą, skoro tak ciężko mi czuć.
serce, przestań boleć.
muzyka przeszkadza. wyłączam. cisza. jeszcze gorzej.
wyszywam. wbijam igłę pod paznokieć. chusteczkę rzucam na podłogę. nie zdążę.
muszę zająć czymś ręce.
bezowocnie szukam igły, która poleciała śladem chusteczki. wślizguję się pod łóżko, uderzam głową o deskę. leżę, nie chcę wstawać. nie mam siły się podnieść, coś mi ciąży, wgniata, wtapiam się, znikam. ściągam wszystkich na dół. ciągnę łańcuchami w dół.
mówiłam, pamiętaj, żeby o nikogo nie zahaczyć. a jednak.
jednak nie umiem żyć.
dlaczego moje ręce drżą, skoro tak ciężko mi czuć.
serce, przestań boleć.
poniedziałek, 14 grudnia 2009
chocolates and cigarettes
dlaczego nie chodzisz do szkoły? jedno z najtrudniejszych w ostatnim czasie.
jeśli zostanę w domu obejrzę film, zrobię zdjęcia w lepszym świetle, bo o 16, to do dupy. spędzę więcej czasu z kotem i jeśli znajdę chęci, może zacznę sprzątać. dzisiaj będę mogła zasnąć ze 3 godziny później. nokurwa, same plusy. jeśli opuszczę jeszcze jeden dzień pod rząd moje wytłumaczenie poparte dolegliwościami żołądkowymi stanie się bardziej wiarygodne.
wodę leje, światło pali, żre i jeszcze chce pieniądze. co za utrapienie, jestem ciężarem.
niedziela, 13 grudnia 2009
7
czy ja nie wspominałam wczoraj o zimie? pamiętam. śnieg to dobry temat dla wszystkich. pamiętam - śnieg był czymś ważnym. te same piosenki, te same filmy. historia się powtarza, podobno lubi. z tym, że zawsze znajdą się szczegóły różniące tę od poprzedniej. to stało się bardzo ważnym szczegółem. niezłe-kurwa-wyczucie. cóż za celny strzał.
not
nie potrzebujesz kogoś, kto chce ci tylko płakać w rękaw.
matko, jak pusto.
niech jeszcze raz ktoś mi powie, że wystarczy chcieć, przysięgam - zastrzelę.
matko, jak pusto.
niech jeszcze raz ktoś mi powie, że wystarczy chcieć, przysięgam - zastrzelę.
czwartek, 10 grudnia 2009
not so strong
cóż za zachwyt, dumna pierś, chyba urosła parę centymetrów na kilka chwil. cieszę się, że w końcu dałam powód do dumy.
ale ja to pieprzę.
pieprzę drugie miejsce, które zajmuje się tylko dlatego, że 'lepsze' zostało zdyskwalifikowane. niesłusznie z resztą. ale nie mówię o tym mamie, niech rośnie dalej. co za wstyd.
ale ja to pieprzę.
pieprzę drugie miejsce, które zajmuje się tylko dlatego, że 'lepsze' zostało zdyskwalifikowane. niesłusznie z resztą. ale nie mówię o tym mamie, niech rośnie dalej. co za wstyd.
poniedziałek, 7 grudnia 2009
piątek, 4 grudnia 2009
been smoking too long
raz. zmysły jakieś takie wyostrzone. każdy dźwięk jest wyraźniejszy, każdy huk za oknem, szum samochodów, kroki w sąsiednim pokoju. każda myśl czystsza, jednocześnie zaćmiona. cały mózg zaćmiony. dwa. zmysły jakieś takie wyostrzone. każdy dźwięk jest wyraźniejszy, każdy huk za oknem, szum samochodów, kroki w sąsiednim pokoju. każda myśl czystsza, jednocześnie zaćmiona. cały mózg zaćmiony. trzy, cztery, pięć. cisza. sześć, siedem. dźwięk, zapach, dotyk - mnożą się. doprawiam i gaszę. biorę łyk piwa, a moje dłonie zaczynają drżeć. wprowadzam się w stan, który unosi mnie ponad.
środa, 2 grudnia 2009
Subskrybuj:
Posty (Atom)
